Przewodnik ŻeglarskiPrzewodniki Zbigniewa Klimczaka
Opisy akwenów, porady szkoleniowe i subiektywne przemyślenia dla żeglarzy.
Zbigniew Klimczak

Witaj na stronie przewodnikzeglarski.pl.

Niestety nie masz zainstalowanego odtwarzacza Flash 8.
Kliknij tutaj aby pobrać wtyczkę Flash.

Rejs po Adriatyku

Trasa dwutygodniowa - Rejs z Jezer na wyspie Murter do Dubrovnika i z powrotem.
Jezera - Miejscowość położona na południowo-wschodnim krańcu wyspy. W zasadzie, dzięki mostowi w Tisno, który otwierany jest tylko dwa razy w tygodniu na 0,5 godz. wyspa jest wyspą symbolicznie. Marina ACI, stacja paliwowa na brzegu i wszystko to, co człowiek potrzebuje dla miłego spędzenia czasu i zrobienia ostatnich zakupów przed wypłynięciem.

Wychodząc z Mariny w kierunku miasteczka, jakieś 200 m, za Barem, skręcamy w lewo i dochodząc po kilkunastu metrach do uliczki równoległej, natkniemy się na "punkt zaopatrzenia podstawowego załogi" Domace wino- czerwone, białe, w cenie 10 kun. Radzę wybrać się tam z kanisterkiem, bo opakowania to u prywatnych osób towar deficytowy.

Rejs po Adriatyku

ACI prowadzi na Adriatyku sieć swoich marin, od Puli począwszy na Dubrovniku skończywszy. Jest ich ponad 20. W tych marinach funkcjonują firmy czarterowe, nieraz po kilka, czy kilkanaście, jak w Sukošanie. Zgłaszamy się w recepcji naszego dobrodzieja i zostajemy poinformowani, kiedy nasza łódka będzie gotowa do przekazania. Jak wspomniałem, w umowie będziemy mieli zaznaczone, że jacht zostanie wydany do godziny 1700- tej. W okresie posezonowym ruch jest mniejszy, ekipy sprzątające i sprawdzające jacht czynią to sukcesywnie, więc jeśli szczęście dopisze, możemy dostać jacht i o godzinie 1300- 1400-tej. Do tego czasu można bambetle włożyć do dużego wózka, zostawić kogoś na straży i pójść do miasteczka na rekonesans. Można usiąść pod palmami i napić się piwka. Ostrzegam, ceny w knajpkach w marinach są kilkakrotnie wyższe, lepiej więc zrobić to w barach w mieście lub kupić piwko na nabrzeżu, usiąść na ławeczce i rozkoszować się atmosferą portu.

Co robimy po przejęciu jachtu pisałem poprzednio, więc teraz zakładam, że pierwszy wieczór na jachcie w marinie był urokliwy, nastrój miły a spanko doskonałe. Tu ostrzegam i apeluję dla dobra imienia polskich żeglarzy, w Chorwacji nie ma absolutnie zwyczaju śpiewania głośno i na kei czy pokładzie szant lub innych pieśni. Załogi żyją tam w dość wyizolowanym własnym świecie, nie przeszkadzają innym i nie chcą, żeby im przeszkadzać. Incydenty są potępiane i możemy spotkać się z interwencją obsługi. Na wielu jachtach, wieczorną porą załogi popijają kawkę, koniaki, whisky i co tam jeszcze, słuchają muzyki, ale te odgłosy ledwo lub wcale nie dochodzą do sąsiednich jachtów. Zawsze można liczyć na pomoc sąsiadów w potrzebie. Rano, na kei czy w łazienkach, wszyscy się na ogół pozdrawiają.

Rejs po Adriatyku

Wracamy na trasę. Jest po śniadaniu, klar zrobiony, skiper był w recepcji i zapoznał się z prognozą. Jeśli wszystko jest w porządku, przynajmniej przez najbliższe 12 godzin, odchodzimy. W planie jedna z najpiękniejszych pereł Adriatyku - Trogir. Mamy do przebycia w linii prostej ok. 35 Mm. Uwaga: jeśli w założeniu mamy dotarcie do Dubrovnika, nie stać nas na żadne halsówki. Wiatr w dziób, silnik naprzód, może coś na trasie się wydarzy. W Trogirze powinniśmy być we wczesnych godzinach popołudniowych. Znalezienie wejścia do Trogiru jest dość trudne. Po minięciu ostatniego cypla przed miastem, kiedy otworzy się przed nami duża zatoka, brzegi zobaczymy zupełnie zabudowane. Po pierwsze kierujmy się wytyczonym kursem, po drugie płyńmy na widoczną zabudowę przemysłową, to stocznia.

Rejs po Adriatyku
Wejście do Trogiru, po prawej Marina ACI

W miarę zbliżania się zobaczymy ją wyraźnie a leży ona prawym brzegu. Płyniemy kanałem i niedługo, po prawej ujrzymy początki pomostów mariny, również ACI. Po lewej mamy starówkę Trogiru. Kanał przegrodzony jest mostem, który chyba tylko okazjonalnie jest otwierany. Możemy stanąć przy nabrzeżu miejskim, zapłacimy dużo mniej, ale bez żadnych innych usług. Bosman, który pomaga nam cumować w marinie, odbiera od nas dokumenty jachtu i już stoimy. Na drugi dzień odbierzemy je w recepcji, po opłaceniu postoju.

Rejs po Adriatyku
Most łączący marinę ze starym miastem Trogir

Po sezonie wynosi to ok. 35 Euro dla jachtów do 10 m. W tym jest 5 Euro taksy klimatycznej.
Jeśli mamy zamiar wypłynąć bardzo wcześnie, opłaty wnosimy jeszcze tego samego dnia, bo recepcje czynne są od godziny 0800. W związku z mostem, dojście do Trogiru jest wyłącznie od strony zachodniej. Nie idźmy na skróty, płynąc ze Splitu do Trogiru.

Trogir
Historia miasta założonego przez Greków sięga III wieku p.n.e.
W Chorwacji, posiadającej wiele takich miast, wyróżnia się niezwykłą urodą. Starówka zajmuje płaski fragment wybrzeża i jest to mała wysepka, którą łączą mosty z lądem i wyspą Ciovo. Jest uroczą plątaniną średniowiecznych ulic i zaułków. Od strony wody posiada szeroką, wysadzaną palmami, promenadę.. W księgarniach możemy zaopatrzyć się w wydawnictwa poświęcone miastu i to w języku polskim.
Wieczorem, jak zapalą się lampy, wrażenia ze spaceru wąskimi uliczkami a potem na ławeczce czy w knajpce wypita lampka wina, pozostaną na zawsze w naszej pamięci.

Następny etap to: Hvar
Dzieli nas od niego jakieś 25 Mm. Jak zwykle sprawdzamy prognozy pogody i jak Eol pozwala, to w drogę. Jak wyjdziemy z zza wyspy Ciovo, kierujmy się na pełne morze przez kanał Soltański / mijamy wyspę Solta lewą burtą. Po jej minięciu obieramy kurs na Hvar, konkretnie do Kanału Pakleni. Na jego końcu po lewej otwiera się panorama miasta Hvar. Tu mamy dwie a może i trzy możliwości. Po prawej ręce mamy wejście do mariny ACI Palmiżana, gdzie czekają nas wszelkie wygody ale od Hvaru dzieli nas 2 Mm. Jeśli wcześnie osiągnęliśmy cel, płyńmy do miasta i zwiedźmy go. Wystarczą 2 godziny. Cumowanie jest płatne, jest woda i ładowanie. Trochę taniej niż w marinie, ale stoimy przy promenadzie, gdzie ruch nawet w październiku jest duży. Jak zatrzymamy się na krótko, warto powiedzieć to obsłudze, do dwóch godzin raczej nie kasują. Po zwiedzeniu płyniemy do Palmiżany na nocleg. Jeśli jest późno, płyńmy od razu do mariny. W Hvarze miejsca nie znajdziemy.

Rejs po Adriatyku
Nabrzeże portowe na wyspie Hvar

Hvar zwiedzimy rano, po drodze do: Korczuli
Korczula wyspa i Korczula miasto. Miasto leży na południowo-wschodnim krańcu wyspy a słynne jest z tego, że urodził się tu Marco Polo. O tym potem. Nawigacyjnie etap jest prosty, płyniemy Korczulańskim Kanałem. Jeśli warunki są trudne, zła widoczność, musimy starannie prowadzić nawigację aby nie wpakować się na głazy i latarnię Plocice. W dzień wysepka z latarnią wyglądają pięknie. Na końcu Kanału wyłoni się przed nami w całej okazałości miasto z ratuszem i portem miejskim. To trzeba uwiecznić na zdjęciach, to najbardziej fotogeniczna strona Korczuli. Marina, też ACI, znajduje się jednak dalej, za cyplem ją zobaczymy, po prawej stronie, prawie w centrum miasta.

Rejs po Adriatyku
Marina na Korczuli

Rejs po Adriatyku
Korczula

Po zacumowaniu ,dokonaniu formalności i zjedzeniu obiado-kolacji, idziemy na zwiedzanie. Całe miasto otoczone jest murami obronnymi i basztami. Wychodząc z mariny idziemy wzdłuż morza. Po kilkuset metrach, tuż za postojem promów zaczyna się stare miasto. Droga prowadzi nas prawie po okręgu i zamkniemy go w tym samym miejscu, gdzie zaczęliśmy. Ten spacer też zapamiętacie na zawsze. Drugi raz wybierzmy się koniecznie wieczorem.

Marco Polo urodził się na Korczuli w 1254 roku (co druga knajpka czy Biuro Turystyczne nazywa się jego imieniem). W swoją słynną podróż do Chin wyruszył 1271 r i przebywał tam 17 lat. 7 września 1298 r. doszło do bitwy morskiej na wodach Korczuli, pomiędzy flotą Wenecji i Genewy. Wenecja przegrała a w czasie tej bitwy Marco Polo został pojmany i osadzony w więzieniu na Korczuli. Zmarł 25 lat później ale w tym czasie powstało jego słynne dzieło "Opisanie świata"

Piszę o tym i dlatego, że jak traficie na Korczulę w dniu 7 września, zobaczycie wspaniałą imprezę na wodach koło miasta, polegającą na odtworzeniu średniowiecznej bitwy.

Ponieważ efekty zwiedzania są większe jeśli się do nich przygotujemy, polecam gorąco Przewodnik Turystyczny z serii Regiony pt. "Wybrzeże Chorwacji" autorstwa Sławomira Adamczaka i Katarzyny Firlej. Z tego wydawnictwa zaczerpnąłem dużą część informacji do mojego opracowania.

Rano, skoro świt żegnamy to piękne miasto bez żalu, bo nasza trasa powrotna musi zahaczyć ponownie o nie. Przed nami absolutna perła Chorwacji - Dubrovnik.

Niestety, mamy do niego 50 Mm i trochę, więc w najlepszym układzie jakieś 10-12 godzin.

Jeśli płyniemy tam pierwszy raz, radzę być w marinie za dnia. Leży ona z dwie mile w głąb rzeki. Kierujemy się, po minięciu wysp, pod widoczny z daleka, piękny most wiszący. Jest to wejście na rzekę. Marina będzie po prawej stronie a wejście do niej przed nami. Załodze powiedzmy, że warto się pomęczyć, ponieważ to półmetek rejsu i cały następny dzień zostajemy na miejscu.

Dubrovnik

Rejs po Adriatyku
Basen w marinie w Dubrowniku

Marina piękna z basenem słodko wodnym i co dusza zapragnie. Przy wejściu od lądu do mariny duży market. Warto tam zrobić zakupy na powrót. Jest też sklep żeglarski, gdzie możemy kupić wspomniany poprzednio Nauticki vodic Jadrana. Honorują karty płatnicze, w tym naszą Visę-Elektron.

Rejs po Adriatyku
Dubrowniku widziany z murów obronnych

Rano wybieramy się na dobrych kilka godzin do miasta. Autobusy odchodzą z przed wejścia do mariny. Rozkład jazdy i numery dostaniemy w recepcji. Do miasta mamy jakieś 30 min. jazdy. Wrażliwi niech siadają po lewej stronie, od skał a nie morza. Kierowcy to rajdowcy.

W Chorwacji pełno jest zabytkowych miasteczek i wiosek stojących na skalistym wybrzeżu ale Dubrovnik jest wśród nich najpiękniejszy. Starówka otoczona najlepiej na świecie zachowanym ciągiem murów obronnych. Można nimi (odpłatnie) przejść wokół miasta.

Historia miasta sięga VI wieku n.e. a już pod koniec XII wieku Raguza ( taką nazwę miało ówczesne miasto) stała się jednym z najważniejszych miast Adriatyku. W wieku XV i XVI powstaje suwerenna Republika Dubrovnicka z potężną, liczącą ponad 200 statków ,flotą handlową. Ciekawostka dla naszych współczesnych rządzących. Republika rozwijała się i kwitła dzięki mądrej polityce m.inn. celnej. Kupcy płacili zaledwie 2% cła!!! O dziwo, wszyscy byli bogaci i kupcy i republika! Dzieje tego miasta są tak ciekawe i obfite, że ponownie zapraszam do zaopatrzenia się w Przewodnik Turystyczny "Wybrzeże Chorwacji"

Ja dodam tylko, żebyście nie zapomnieli zwiedzić Akwarium w baszcie w starym porcie i ew. Muzeum Morskie. Pamiętając, że czeka nas ponownie ponad 50 Mm, wracamy wcześniej na jacht. Płacimy też przed zamknięciem recepcji, bo znowu radzę wypłynąć bardzo wcześnie.

śniadanie możemy robić w trakcie płynięcia, zaoszczędzimy też trochę czasu.

A więc zaczyna się powrót i znowu: Korczula ponownie.

Pewno zauważyliśmy, że wyjście z Korczuli na wschód jest mocno skomplikowane nawigacyjnie. W dzień nie stanowi to problemu ale wyobraźmy sobie tą drogę w nocy.
I tak radzę sobie co nieco ponotować, bo może się zdarzyć, że będziemy musieli płynąć nocą.

Utrudnieniem mogą być wygaszone, tak pięknie zaznaczone na mapie latarnie. Tak miałem w jednym wypadku, i nie było to miłe uczucie, kiedy o kilkadziesiąt metrów od jachtu pojawiła się jasna, nisko położona smuga. Okazała się kamienistym, na dwa metry wysokim brzegiem płaskiej wysepki, na której winna była świecić latarnia.

W dzień możemy iść na skróty, pomiędzy wysepkami wschodniego krańca Korczuli, zwłaszcza jak będziemy chcieli tankować paliwo. Stacja paliwowa jest przed mariną. Ale jak grozi nam podejście w nocy a nie jesteśmy doświadczonymi żeglarzami, idźmy bliżej wyspy Peljes, kurs na miejscowość Orebic. To dość oświetlony kawałek wybrzeża. Wtedy wszystkie wyspy zostawiamy po lewej burcie. Tam więc głównie obserwujmy, bo tam jest ciemno.

Na trawersie Orebica powinniśmy zobaczyć rozświetlone nabrzeże i całą Korczulę. świateł wejściowych do mariny nie widzimy, więc kierujmy się prostopadle na brzeg, biorąc kurs w lewo od oświetlonego kościoła. Nie więcej niż na bardzo duży i dobrze oświetlony hotel. Po zbliżeniu się do brzegu zobaczymy w pewnej chwili latarnie na wejściu do mariny. Opowiem o pewnym ładnym ale niezbyt miłym zjawisku, jakie często rano zdarza się w tej marinie.

Otóż, jak wieje mocny burin, wali prostopadle w pirs w którym są kanały łączące morze z portem. W nabrzeżu są kratki odpływowe i w takiej sytuacji każda taka kratka zamienia się w wydmuch wieloryba. Jak fala uderzy w pirs z tej kratki bucha gejzer wody, wysoki na kilka metrów. Jak stoicie naprzeciw kratki, rufą do brzegu, macie tą wodę w jachcie. Jak idziecie rano do łazienki, mimo robienia slalomu między pióropuszami wody, jesteście zupełnie mokrzy. Dobrze więc stawać przy wewnętrznych pomostach ale tam zwykle nie ma miejsca.

Rano znowu kurs na: Hvar - Split

Nasza trasa wiedzie do Splitu i nie ma innej drogi. Ponownie wchodzimy w kanał Pakleni a stamtąd kurs do Splitskiej Bramy. Jest to rzeczywiście brama i to wąska. Ruch w niej olbrzymi, bo płyną tam promy chorwackie i włoskie a czasami i marynarka wojenna. Do tego masa jachtów. A wszystko w obu kierunkach. Zalecam daleko posuniętą ostrożność i umiejętność przewidywania. Jeśli złapie nas jakaś nagła utrata widoczności, nie próbujmy pokonywać tej bramy, to jak toto-lotek. Lepiej poczekać aż coś da się zobaczyć.

Z Bramy kurs na Split a jak się zbliżymy, to zobaczymy, że miasto leży w dużej zatoce. Kierujemy się w głąb zatoki, trzymając się lewej strony. Płyniemy wzdłuż usypanego z głazów długiego pirsu a na jego końcu znajdziemy wejście do mariny.

Rejs po Adriatyku
Marina w Splicie

Przypominam, że na nasze spotkanie zawsze wyjdzie obsługa i będzie nam pokazywać, gdzie mamy dobić. Trzeba ich słuchać. Mariny są przepełnione, różne pomosty są przystosowane do różnej wielkości jachtów jak też mają różne głębokości. Niegrzecznie jest zająć miejsce dla jakiegoś 13-15 m jachtu, jeśli my mamy jacht 10 m. Jak nikogo nie widzimy, możemy zawsze porozumieć się przez VHF kanał 17 i poprosić o pokazanie miejsca. W Splicie z pewnością zacumujemy późnym popołudniem. Jeśli po posiłku stwierdzimy, że nie jesteśmy zbyt zmęczeni, warto wybrać się na krótki spacer do miasta. To jakieś 20 minut piechotą a zobaczenie palm na promenadzie i przejście się uliczkami Starego Miasta łącznie z pałacem Cesarza Rzymskiego Dioklecjana,w blasku latarni, to zupełnie co innego niż zobaczenie tego w dzień. Jeśli chodzi o sam pałac, to zobaczymy tylko obszerne fragmenty ruin, ale starówka liczy 220 domów zamieszkałych przez ok. 3000 mieszkańców oraz znajduje się tam masa punktów usługowych, łącznie z gastronomią. Na drugi dzień zróbmy ponowny spacer, tym razem dłuższy, tym szlakiem. Wejście do Starego Miasta znajdziemy idąc promenadą wzdłuż morza aż do przystani promowej i dużych kawiarni. Wtedy na lewym trawersie, po przejściu ulicy znajdziemy wejście. A potem już sobie radźcie. Nocą wystarczy mała wędrówka uliczkami, natomiast w dzień radzę zwiedzić więcej. Zacznijmy od Złotej Bramy ( od północy) Tam ujrzymy pomnik Grgura Ninskiego. Był biskupem w X wieku i wsławił się propagowaniem liturgii w języku chorwackim. Jeśli dobrze przyjrzycie się jego stopom, ujrzycie, że jeden palec u nogi jest mocno wypolerowany. Dotknijcie go a jak głosi legenda, spotka was szczęście. Po tych emocjach czas w drogę.

Etap do Šibeniku podzielmy raczej na dwie części. Jeśli nie zatrzymały nas sztormy w portach, mamy rezerwę czasową i możemy dać sobie wytchnienie.

Rogoźnica a raczej marina Frapa, nie stanowi raczej wielkiej atrakcji turystycznej. Aby zaoszczędzić na kosztach możemy próbować stanąć po przeciwnej stronie mariny, przy nabrzeżu miejskim. Próbować, bo są tam zaledwie dwa, trzy miejsca postojowe.

Innym rozwiązaniem, bardziej ciekawym jest nocleg przed Rogoźnicą, w głębokiej zatoce.

Tuż przed nią 43o29,55 i 15o58,00 (Rt Ploca) po prawej burcie zobaczymy zatoki. Jedna z nich, która w zasięgu oczu zacznie się zwężać, wręcz zamykać, jest tą, którą szukamy.

Wpływając głębiej w coraz bardziej zwężającą się część, zobaczymy po lewej ręce mini zatoki. Ich szerokość to dwie długości naszego jachtu. Możemy więc spuścić ponton i zacumować z dziobu i rufy do skał. Osłonięci jesteśmy ze wszystkich stron wysokimi skałami, więc jeśli dobrze umocowaliśmy cumy, możemy spać spokojnie. Nawet fala tam nie wejdzie a co dopiero wiatr. Miejsce nadające się do kąpieli i nurkowania. Można znaleźć jeżowce.

Następny etap to: Šibenik - Skradin.

Rejs po Adriatyku
Fortyfikacje przy wejściu do kanału - Szybenik.

Mamy przed sobą jakieś 25 Mm do Šibeniku i jeszcze ok. 6 Mm do Skradina. Skradin, miejscowość i marina, leżą w górze rzeki Krka, w zasadzie już u podnóża gór, z których ta rzeka spada wspaniałą kaskadą . Atrakcje czekają nas wcześniej, bo już u wejścia do Kanału Šibenickiego. Płynąć z południa do Šibeniku, trzymajmy się bliżej wyspy Zlarin i nie próbujmy wchodzić do Kanału na skróty! Główki są oznakowane i wchodzić wyłącznie między nimi. Po prawej stronie szlaku są nieliche mielizny. Kanał jest wąski w niektórych miejscach i tam uważać na statki pasażerskie. Zainstalowana jest nawet sygnalizacja świetlna, mająca kierować ruchem, ale to nie jest przestrzegane. Płyniemy oczywiście na silniku.

Rejs po Adriatyku
Port w Szybeniku

U samego wejścia do Kanału, po prawej burcie zobaczymy imponującą twierdzę św. Mikołaja, wybudowaną na morzu w XVIII w. za czasów Wenecjan. Šibenik ma również swoją Starówkę ale po Trogirze, Splicie i Dubrovniku, nie zrobi ona już na was takiego wrażenia. Sam Šibenik jest pięknie rozłożony na wzgórzach a dominuje nad nim twierdza św. Anny. Do niedawna można było cumować przy miejskim nabrzeżu za darmo ale życie biegnie i już zainstalowano tam " tramwaje" ( takie cumy jak w marinach, umocowane do betonowych bloków) a bystry pan podaje je nam i pomaga obkładać cumy rufowe. Nie oferują, poza miejscem postoju nic więcej a płacić trzeba. Nie radzę szukać miejsc obok, bo dno płytkie. Radzę natomiast zaplanować tam postój dwu, trzygodzinny. Wystarczy to na spacer po Starówce ( idziemy w lewo od miejsca postoju) i na wyjście do twierdzy. Warto, dla widoku i zdjęć jakie można zrobić z tego miejsca. Obok jest stacja paliwowa, więc dobrze uzupełnić paliwo i ruszamy do Skradina. Patrząc z zatoki na miasto, po lewej ręce w oddali widać most wiszący. Trochę mniejszy jak w Dubrovniku ale też imponujący. Tam wiedzie szlak do Skradina. W zasadzie jesteśmy już w korycie rzeki. Po obu stronach będą nam towarzyszyć "pola uprawne". Widzimy tylko masę pływających beczek i styropianów. To hodowla małży. Po jakimś czasie zobaczymy odnogę w prawo. Szlak jest oznakowany w systemie bocznym a więc po prawej zielona po lewej czerwona, jak na morzu, mimo, że to rzeka. Skręcamy zgodnie z oznakowaniem i zaczynamy płynąć przełomem rzeki. Nad nami wysokie skały. Następnie wypływamy na Prukljansko jezero.

Tu tracimy orientację, bo następna boja jest u wejścia ponownie w koryto rzeki, bardzo daleko. Nasza droga prowadzi lekko w prawo, kurs 32 o. Jak wpłyniemy ponownie w koryto rzeki, trzymamy się jego i zobaczymy wkrótce zabudowania Skradina a przed nimi, po lewej stronie małej zatoczki samą marinę. Robi się zimno, to już czuć góry, lepiej się ubrać cieplej.

Rejs po Adriatyku
Marina Skradin

W tym dniu już nic nie zwojujemy, bo zwiedzenie wodospadów to wycieczka co najmniej na 3 godziny. Natomiast w miasteczku, na promenadzie jest obiekt wart zobaczenia i zdegustowania. Prawdziwa, starodawna produkcja wina domowego ( domaci wino) Widać potężne beczki i wiele narzędzi. Zapach średniowiecza. Ceny dość wysokie ale warto kupić dzbanek wina ( oczywiście na całą załogę) i posiedzieć nad nim na ławeczce.

Trochę dalej jest przystań brodo-taxi (stateczki motorowe) jakie jutro powiozą nas do wodospadów. Radzę, nawet jak będzie ciepło, zabrać jakiś sweter lub kurtkę. Odchodzą regularnie co pół godziny a przejazd jest bezpłatny. Po prostu wsiadamy i płyniemy. Powinniśmy to zrobić pierwszym kursem, bo mamy w tym dniu też trochę mil do przebycia. Wstęp do Parku Narodowego kosztuje 40 kun (jakieś 24 zł)

Rejs po Adriatyku
Trasa do wodospadów.

Trasa wokół wodospadów jest okrężna i dobrze ją przejść całą ale jak ktoś się zmęczy, może zawrócić. Widoki są przepiękne. Podziwiając je, będziemy wystawieni na kuszenie miejscowych, którzy prowadzą tam wszechstronny handel, nie wyłączając rakiji. Tu muszę ostrzec tych wszystkich, którzy będą chcieli spróbować tego trunku a nie lubią anyżku.

Rejs po Adriatyku
Wodospady Krka.

Chorwaci lubują się w dodawaniu tego zioła do porządnej rakiji i jest to nie do wypicia. Musimy prosić o białą rakiję, bo tamta jest zabarwiona na żółto. Czasami w butelce są całe gałązki tych ziół. Dla niewtajemniczonych, rakija to w zasadzie odpowiednik naszego słowa wódka a raczej bimber. Rakije są z różnych owoców pędzone ale przyjęło się, że jak prosimy rakiję to jest to rakija z winogron ( grozdowa rakija). W innym wypadku musimy wyraźnie zaznaczyć, jaką sobie życzymy zdegustować. Na zdrowie!

Uwaga: zbliża się koniec naszej trasy i jeśli nie zużyliśmy rezerw czasowych, to czas najwyższy to zrobić. W Skradinie z powodu braku innych atrakcji i zimna, lepiej tego nie robić. Pamiętajmy, że tradycyjnie czeka nas jeszcze noc kapitańska. Polecam swoje przepisy kulinarne a szczególnie kapitański sos. Z marin mamy jeszcze po drodze Vodice i na zachód cały archipelag wysepek z ładnymi zatoczkami. Rozsądek nakazuje być w Jezerach najpóźniej wieczorem przed dniem zdania jachtu. Inaczej nie zdążymy przygotować jachtu do zdania w planowanym czasie. Opóźnienie kosztuje 100% ceny czarteru. Radzę więc:

Vodice
To zaledwie kilkanaście Mm od Skradina, ale jeśli odliczymy czas zużyty na wycieczkę, to zapasu nie ma tak dużo. Nareszcie miasto bez historii i zabytków. Czysta cywilizacja i marina też piękna. Tam możemy zaplanować (jeśli nie wybraliśmy postoju w jakiejś zatoczce) uroczystość zakończenia rejsu, pamiętając co pisałem na początku o konieczności zachowania spokoju i pełnej kultury. Raz tylko byłem świadkiem rozbawionego wielce, grupowego rejsu chorwackich żeglarzy ale o 2200 zapadła cisza jak makiem siał!

Zmęczeni możemy trochę pospać a potem cumy oddaj i ruszamy do: Jezera
To też krótki skok i jak mamy zapas czasu, to możemy tuż przed Jezerami skręcić pod jedną z dużych wysp po naszej prawej burcie a znajdziemy tam ładną zatokę do kąpieli i nurkowania. Możemy tam zjeść obiad i popołudniu dobić do mariny. Miejsce dobre o ile nie wieje silny wiatr z S- SW. Jeśli musimy dolać paliwa ( dostaliśmy jacht z pełnym zbiornikiem i taki musimy oddać, to samo dotyczy wody) to uprzedzam, że stację paliwową w Jezerach zamykają o 1700-tej. Na pokładzie mamy 5l kanisterek, więc jeśli niewiele nam brakuje, możemy rano przejść się na piechotę. Tak jak i w każdej marinie, natychmiast po zacumowaniu, podłączamy się do zasilania. Na jachtach są lodówki ale ich praca non-stop jest trochę ryzykowna, bo nigdy nie wiemy w jakim stanie mamy akumulatory. Szczególnie istnieją obawy jak bierzemy jacht pod koniec sezonu. Radzę wyłączać na czas płynięcia i włączać natychmiast po zacumowaniu. Jeszcze jedna rada odnośnie tankowania wody pitnej. Mamy raczej tendencję do wybierania jej do skutku i wtedy zbiorniki zasysają powietrze. Jak zaczynamy napełniać zbiorniki, tworzy się poduszka powietrzna, która wprowadza nas w błąd. Woda zaczyna się przelewać z korka a zbiornik jest w połowie np. pełny. Pamiętajmy, na czas napełniania zbiorników, zawór w kambuzie ma być otwarty. Ktoś obserwuje płynącą wodę i da sygnał do zamknięcia zaworu na kei dopiero jak woda z kranu zacznie płynąć jednolitym strumieniem, nie przerywanym bąblami powietrza. Pakujemy manatki, zostawiając tylko to, co będzie potrzebne na noc i ranek. Obfite śniadanie, potem dzielimy obowiązki. Część szoruje pokład, robi klar w bakiście, klar lin. Inni zaczynając od dziobu i cofając się do rufy i kabiny rufowej porządkują szafki, jaskółki, sprzęt ratunkowy, klarują szelki, ścierają na końcu podłogę. Skiper sam robi klar w nawigacyjnej, taki jaki zastał na początku.

Na koniec delikatny problem palenia. Jeśli wszyscy palą jest lżej ale jak tylko część, obowiązkiem skipera jest to uporządkować. Ja stosuję zasadę iż w czasie płynięcia osoby palące robią to w kabinie i potem dobrze wietrzą. Nie stosuję popielniczek tylko zakręcane słoiki, napełnione w części wodą. Na postoju palimy na pokładzie lub w ogóle na lądzie i też używamy zamkniętych słoików. Słoiki mają być codziennie myte.

Rejs po Adriatyku

I to tyle! Jak macie dodatkowe pytania, napiszcie, jak się Wam podobało i chcecie się z czymś podzielić, też napiszcie. Choć niekoniecznie - natomiast koniecznie wybierzcie się na Adriatyk i bądźcie bardzo tam rozsądni.

STOPY WODY POD KILEM I DOBRYCH WIATRÓW.

Przyjaciele
Farby jachtowe
Jerzy Kuliński
NauticonMarina Wdzydzerelingmarynistyka.orgMagola
Przyjaciele
s/y Marzenie J.Piękne KaszubyORKAN Mielece-kaszubysternicy
Przyjaciele
Porty na Mazurach4 windsSailBookPracownia Żeglarska MarzannaTawerna Skipperów
Przyjaciele
Świat żeglarstwaDołącz
Przyjaciele

© 2010 - 2014 przewodnikzeglarski.pl - wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowania i rozpowszechniania danych dostępnych w Serwisie dozwolone z powołaniem się na źródło.
webdesign : emoweb